Uzdrowisko

Zobacz Film »

Dzieje uzdrowiska w Ojcowie

„Wśród wdychania bowiem powietrza doliny Ojcowa czujemy się swobodni i wewnętrznie uspokojeni (…) Oddychanie i ruchy serca odbywają się tutaj daleko spokojniej i regularnie, a gdy balsamiczne wyziewy bogatej Ojcowa roślinności w przyjemny sposób pobudzają nasze nerwy, przejmuje nas całych równocześnie miłe i ożywcze ciepło, przywodząc nam na myśl przyjemne uczucie, jakiego doświadczamy w letniej kąpieli”.

Tak lecznicze właściwości klimatu ojcowskiego opisywał 150 lat temu prawodawca leczenia wodą i borowinami, lekarz, polityk, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezydent Krakowa – profesor Józef Dietl. W pełnych entuzjazmu słowach wskazywał na Ojców jako miejsce idealne do leczenia, szczególnie ludzi chorych na „ogólną draźliwość” i „wyrzuty skórne” . Jak twierdził, w Ojcowie, zwłaszcza w połączeniu z dobroczynnym działaniem wód mineralnych, mleka i serwatki, „gościec, dna, kiła, zołzy, a nade wszystko wewnętrzne wypociny mogą być wyleczone”.

Niewątpliwie walory krajobrazowe i niezwykle zróżnicowany świat ojcowskiej flory sprzyjają wypoczynkowi, więc służą zdrowiu, jednak trudno je uznać za główną przyczynę powstania uzdrowiska w Ojcowie. Jego historia od początku nierozerwalnie łączyła się z historią Polski, z niej wynikała i wyznaczała okresy jego rozkwitu i regresu. Tak więc przełomowe wydarzenia w ponad 70-letniej historii Ojcowa jako miejscowości sanatoryjnej wyznaczyły historyczne fakty, takie jak: znalezienie się Ojcowa w granicach zaboru rosyjskiego, powstanie styczniowe, odzyskanie niepodległości, II wojna światowa. Zaś osoby, które współtworzyły jego historię to lekarze (dr Lucjan Kowalski, dr Stanisław Niedzielski, dr Józef Dietl) oraz kolejni właściciele Ojcowa, w naturalny sposób zainteresowani takim kierunkiem jego rozwoju (Aleksander Przeździecki, Jan Zawisza, Ludwik Krasiński i jego córka Ludwika Czartoryska).

Opowieści o ojcowskim sanatorium snują niemi świadkowie tamtych czasów: „Hotel pod Łokietkiem”, Park Zamkowy, szwajcarsko-ojcowskie pensjonaty, „Kaplica na Wodzie” z przeciwległą polaną Goplaną, Złota Góra.

Oto odcięci od uzdrowisk znajdujących się na terenie zaboru austriackiego mieszkańcy Warszawy i Królestwa Kongresowego odczuwali potrzebę wyjazdów do kurortu, bez konieczności wyjeżdżania poza granicę zaboru rosyjskiego. Ojców był jednym z najdalej wysuniętych jego miejsc, w dodatku słynącym z urody i ówczesnej turystyki. Nic więc dziwnego, że przeniósł tutaj z Jakimowic i rozwinął swój „zakład hydropatyczny” Lucjan Kowalski, umieszczając go w nieistniejącej już willi „Sybilla”, która znajdowała się przed Igłą Deotymy. Tak właśnie zaczyna się 1855 istnienie ojcowskiego SPA, które u szczytu rozwoju, w latach międzywojennych, przyjmowało ok. 20 tysięcy osób rocznie.

Cztery lata po inicjatywie Lucjana Kowalskiego właścicielem Ojcowa został historyk Aleksander Przeździecki, którego zapał zgasił powstańczy ogień. Pomysł rozwoju uzdrowiska w Ojcowie podobał mu się, więc zainwestował w dalszy jego rozwój, czego dowodem było m.in. wybudowanie „Hotelu po Łokietkiem”. Był to pierwszy dom sanatoryjny, powstały właśnie z takim przeznaczeniem. Oprócz funkcji hotelowych, spełniał także zadania zakładu leczniczego- podobnie jak w „Sybilli” odbywało się tam leczenie wodą w postaci ciepłych kąpieli parowych, zimnych natrysków, masaży wodnych. Jednak jego renoma trwała zalewie 3 lata. Zawierucha powstania styczniowego uczyniła go miejscem szczególnym- najpierw organizowania, potem uzbrajania i szkolenia ponad 2000 oddziału wojsk Mariana Langiewicza pod dowództwem naczelnika Apolinarego Kurowskiego. Stąd też wyruszyli na bitwę pod Miechowem- swój „ostatni bój”. Dlatego po powstańczej klęsce budynek „Hotelu pod Łokietkiem” został spalony (odbudowano go ponad 20 lat później), a Przeździecki wraz z synem sprzedali swoje poważnie nadwątlone przez pożar ojcowskie dobra.

Osobiste tragedie Polaków, ich patriotyzm i poświęcenie przypominają dwa powstańcze krzyże (na skale Krzyżowej i Górze Chełmowej). Ten, kto przyjeżdżał do ojcowskiego uzdrowiska z poddanej silnej rusyfikacji Kongresówki znajdował tutaj przedsmak wolności. Z liberalnej Galicji, przez nieszczelne granice, biło magiczne światło Krakowa. Szmuglowano nie tylko towary, ale przede wszystkim wiadomości i nadzieję. Dlatego m.in. witkiewiczowski styl zakopiański znalazł swoje odzwierciedlenie w Ojcowie, np. w zdobieniach ołtarzy „Kaplicy na Wodzie”, czy dekoracjach budynku „Na Postoju”. Wyrosły z góralskiego folkloru styl architektury urósł do rangi stylu narodowego, przez stosowanie którego można było przeciwstawiać się zaborcy i demonstrować polską tożsamość. A ze szczytu najwyższej ojcowskiej góry- Chełmowej można też było w pogodny dzień z tęsknotą spojrzeć na zarysy królewskiego miasta i panoramę polskich gór .

Pomysł rozwoju Ojcowa jako sanatorium kontynuował Jan Zawisza i Ludwik Krasiński, za których powstała większość zabudowy typu uzdrowiskowego, a także rozległy park zdrojowy, do którego wchodziło się tylko po zakupie biletu. Na szczególną uwagę zasługuje obecna „Kaplica na Wodzie”, gdzie pierwotnie odbywały się „kąpiele faliste” dla „ludzi nerwami żyjących” oraz dzisiaj nieistniejący, największy i najbardziej okazały budynek sanatoryjny „Goplana”- ojcowski Titanic. Gdyby stał do dzisiaj, zajmowałby większość polany naprzeciwko Kościółka na Wodzie. Ze starych fotografii spogląda masywna bryła domu w ekskluzywnym wówczas sanatoryjnym stylu, z 15 oknami na każdym piętrze, drewnianymi wykończeniami, klombami i spacerowymi alejkami. Obok dryfuje maleńka „Kaplica na Wodzie”. Pomimo że budynek „Goplany” miał ponad 60 pokoi usytuowanych na trzech piętrach, dwie boczne piętrowe przybudówki, jaskółki, szeroko rozwinięte i nowoczesne zaplecze medyczne i socjalne- przetrwał zaledwie 40 lat. Podobno nieremontowany, zagrzybiony, w myśl idei przeniesienia uzdrowiska na Złotą Górę- został rozebrany. Szczytne plany działającej w młodym państwie polskim Spółki Akcyjnej Uzdrowisko Ojców, szeroko wspierane przez ostatnią właścicielkę Ludwikę Czartoryską, przerwała II wojna światowa.

Do dziś w szumie parkowych okazów drzew, w uroku sanatoryjnych zabudowań i ich nazwach własnych (zielony budynek „Na Postoju” czy „Bazar Lwowski”), w glorietce źródła św. Jana i grocie Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia, znajdujących się koło Kościółka na Wodzie, w śladach po dawnych lodowniach, przypominających wysokie fundamenty, nazwach skał, takich jak Tańcówki ponad „Hotelem pod Kazimierzem”, pobrzmiewa jeszcze echo czasów, gdy Ojców uważano za „polską Szwajcarię”.